Tożsamość Jezusa
Zapowiedź przyjścia Mesjasza – Pomazańca (czyli naznaczonego przez Boga) odkupiciela pojawiała się w wielu wypowiedziach Proroków na setki lat przed Jezusem, dlatego Żydzi – znając pisma prorockie – oczekiwali ich wypełnienia, widząc w tym także i obiektywny miernik autentyczności czy też wiarygodności wynikającej z wcześniejszych zapowiedzi w Pismach.
Wiele tekstów prorockich potwierdza istnienie Chrystusa wraz z Ojcem przed przyjściem do ludzi, musiał więc on istnieć w Domu Ojca w formie pozamaterialnej, duchowej – tak jak Bóg. Jezus jednoznacznie stwierdzał, że był w domu Ojca, następnie został przez Niego wysłany do ludzi, by wykonać misję powierzoną mu przez Ojca, po czym ma powrócić do Domu Ojca jako swojej właściwej i oryginalnej siedziby.
Jednak Jezus powiedział także uczniom, że jego Ojciec – Bóg – jest duchem (Jana 4/24-26) i że to on; Jezus – jest Mesjaszem [Chrystusem]. Mówiąc „duch” mamy na myśli mało znaną nam niematerialną formę istnienia, w zasadzie nawet ponad-materialną, bo pozbawioną materialnych ograniczeń fizycznych, czasowych itp.
Jeśli tak – to i jego siedziba czyli Królestwo Boże – nie jest materialna. Jeśli więc Jezus jako Chrystus był w domu Ojca skąd został wysłany do ludzi, musiał tam istnieć w formie duchowej; także i po to by powrócić do Ojca musiał powrócić do swojej oryginalnej duchowej formy – opuszczając ciało ludzkie, czyli z ludzkiego punktu widzenia – umrzeć, co się stało po jego ukrzyżowaniu w miejscu zwanym Golgota. Jezus potwierdził to też Poncjuszowi Piłatowi, mówiąc: moje królestwo nie jest z tego świata (Jan 18/36) a także Żydom w Jeruzalem (Jan 8/23). Oryginalną formą istnienia Jezusa jako Chrystusa jest więc forma duchowa w duchowym (pozamaterialnym) królestwie jego Ojca, jak stwierdził sam Jezus – istniał on w takiej formie nawet jeszcze przez narodzeniem Abrahama, także nawet przed stworzeniem świata.
By wypełnić swoją misję – Chrystus przyszedł na świat rodząc się w Betlejem jako Jo-szua (po grecku - Jezus), Syn Marii, by wypełnić misję poleconą mu przez Ojca, po czym powrócił do domu Ojca. Imię Jo-szua oznacza „Bóg jest zbawieniem”. Imię Jezus jest więc jakby imieniem „ziemskim” Chrystusa – Syna Bożego, lecz jest to ta sama osoba. Bóg nie stworzył swojego syna jako człowieka, Jezusa urodzonego przez Marię w Betlejem; stworzył go o wiele wcześniej w swojej duchowej siedzibie, jako duchową osobę tego Chrystusa - Posłańca, którego zadaniem było przybrać materialne ciało poprzez narodzenie z Marii i wypełnić Bożą misję rozmawiając z ludźmi jako „jeden z nich” pod imieniem Jezus, lecz i nie przestając być doskonałym Synem Bożym pozostającym w ciągłym i trwałym związku z Ojcem.
Czasem określa się też Jezusa jako „słowo które stało się ciałem i mieszkało między nami” – jak to przedstawia np. Apostoł Jan. Nie chodzi tu jednak bynajmniej o to, że Chrystus był jedynie słowem, czy też istniał jedynie w „planie”; zamierzeniu Bożym, w naszym ludzkim rozumieniu. W planie Bożym było jedynie to, że istniejąca i odwieczna w Domu Ojca osoba Chrystusa, jedynego Syna Bożego, ma się „wcielić” czyli urodzić w świecie materialnym jako Jezus – cudownie narodzony Syn Marii – będącej wówczas dziewicą, panną przyrzeczoną Józefowi – potomkowi Króla Dawida.
Wydarzenie to było zapowiadane nawet na setki lat wcześniej przez Proroków – zanim się spełniło. Cudowność tego narodzenia polegała na tym, że to Bóg będący stwórcą Chrystusa, był także Ojcem jego „wcielenia” materialnego – czyli syna Marii – Panny.
Trudno by było inaczej, skoro chodzi o jedną i tę sama istotę, osobę umiłowanego i jednorodzonego Syna Bożego. „Słowem” o którym wspomina Jan rozpoczynając swoją Dobrą Nowinę – była tu więc zapowiedź istnienia Chrystusa w planie Bożym, podawanym wieki wcześniej natchnionymi przez Boga słowami przez Proroków (w szczególności Izajasza) a nie osoba odwiecznego duchowego Syna Bożego. Możliwe zresztą, że pomiędzy Bożym zamysłem a jego realizacją nie ma tak istotnej różnicy, jaką my znamy z naszego ludzkiego doświadczenia; w tym sensie Boże słowo, myśl czy „spojrzenie” może być wystarczającym powodem zaistnienia, czymś tożsamym ze znanym nam istnieniem.
Wiele tekstów prorockich potwierdza istnienie Chrystusa wraz z Ojcem przed przyjściem do ludzi, musiał więc on istnieć w Domu Ojca w formie pozamaterialnej, duchowej – tak jak Bóg. Jezus jednoznacznie stwierdzał, że był w domu Ojca, następnie został przez Niego wysłany do ludzi, by wykonać misję powierzoną mu przez Ojca, po czym ma powrócić do Domu Ojca jako swojej właściwej i oryginalnej siedziby.
Jednak Jezus powiedział także uczniom, że jego Ojciec – Bóg – jest duchem (Jana 4/24-26) i że to on; Jezus – jest Mesjaszem [Chrystusem]. Mówiąc „duch” mamy na myśli mało znaną nam niematerialną formę istnienia, w zasadzie nawet ponad-materialną, bo pozbawioną materialnych ograniczeń fizycznych, czasowych itp.
Jeśli tak – to i jego siedziba czyli Królestwo Boże – nie jest materialna. Jeśli więc Jezus jako Chrystus był w domu Ojca skąd został wysłany do ludzi, musiał tam istnieć w formie duchowej; także i po to by powrócić do Ojca musiał powrócić do swojej oryginalnej duchowej formy – opuszczając ciało ludzkie, czyli z ludzkiego punktu widzenia – umrzeć, co się stało po jego ukrzyżowaniu w miejscu zwanym Golgota. Jezus potwierdził to też Poncjuszowi Piłatowi, mówiąc: moje królestwo nie jest z tego świata (Jan 18/36) a także Żydom w Jeruzalem (Jan 8/23). Oryginalną formą istnienia Jezusa jako Chrystusa jest więc forma duchowa w duchowym (pozamaterialnym) królestwie jego Ojca, jak stwierdził sam Jezus – istniał on w takiej formie nawet jeszcze przez narodzeniem Abrahama, także nawet przed stworzeniem świata.
By wypełnić swoją misję – Chrystus przyszedł na świat rodząc się w Betlejem jako Jo-szua (po grecku - Jezus), Syn Marii, by wypełnić misję poleconą mu przez Ojca, po czym powrócił do domu Ojca. Imię Jo-szua oznacza „Bóg jest zbawieniem”. Imię Jezus jest więc jakby imieniem „ziemskim” Chrystusa – Syna Bożego, lecz jest to ta sama osoba. Bóg nie stworzył swojego syna jako człowieka, Jezusa urodzonego przez Marię w Betlejem; stworzył go o wiele wcześniej w swojej duchowej siedzibie, jako duchową osobę tego Chrystusa - Posłańca, którego zadaniem było przybrać materialne ciało poprzez narodzenie z Marii i wypełnić Bożą misję rozmawiając z ludźmi jako „jeden z nich” pod imieniem Jezus, lecz i nie przestając być doskonałym Synem Bożym pozostającym w ciągłym i trwałym związku z Ojcem.
Czasem określa się też Jezusa jako „słowo które stało się ciałem i mieszkało między nami” – jak to przedstawia np. Apostoł Jan. Nie chodzi tu jednak bynajmniej o to, że Chrystus był jedynie słowem, czy też istniał jedynie w „planie”; zamierzeniu Bożym, w naszym ludzkim rozumieniu. W planie Bożym było jedynie to, że istniejąca i odwieczna w Domu Ojca osoba Chrystusa, jedynego Syna Bożego, ma się „wcielić” czyli urodzić w świecie materialnym jako Jezus – cudownie narodzony Syn Marii – będącej wówczas dziewicą, panną przyrzeczoną Józefowi – potomkowi Króla Dawida.
Wydarzenie to było zapowiadane nawet na setki lat wcześniej przez Proroków – zanim się spełniło. Cudowność tego narodzenia polegała na tym, że to Bóg będący stwórcą Chrystusa, był także Ojcem jego „wcielenia” materialnego – czyli syna Marii – Panny.
Trudno by było inaczej, skoro chodzi o jedną i tę sama istotę, osobę umiłowanego i jednorodzonego Syna Bożego. „Słowem” o którym wspomina Jan rozpoczynając swoją Dobrą Nowinę – była tu więc zapowiedź istnienia Chrystusa w planie Bożym, podawanym wieki wcześniej natchnionymi przez Boga słowami przez Proroków (w szczególności Izajasza) a nie osoba odwiecznego duchowego Syna Bożego. Możliwe zresztą, że pomiędzy Bożym zamysłem a jego realizacją nie ma tak istotnej różnicy, jaką my znamy z naszego ludzkiego doświadczenia; w tym sensie Boże słowo, myśl czy „spojrzenie” może być wystarczającym powodem zaistnienia, czymś tożsamym ze znanym nam istnieniem.

Komentarze
Prześlij komentarz