Uczniowie Jezusa.
Od bardzo dawna dziwiła mnie, bulwersowała a wreszcie nawet i mierziła dziwna "gamoniowatość" tych wybranych uczniów Jezusa. Uczniów Jezusa były setki, być może tysiące, więc "gamoniowatych" mogło być ogólnie znacznie więcej, ale chodzi o tych wybranych, najbliższych dwunastu, o których wspomina Ewangelia.
Jeszcze jako uczeń liceum czytając Ewangelię, jakąś konkretną zrozumiałą wypowiedź Jezusa - nie mogłem się nadziwić, że często owi uczniowie ewidentnie jej nie rozumieli. Bardzo się to kłóciło i kontrastowało z oczywistym przekonaniem, że Jezus nie mógł się przecież mylić, gdyż wiedział wszystko o każdym człowieku, znał ich wszystkich doskonale zanim ich wybrał, powołał.
Jezus nie szukał przecież "gotowych" światłych ludzi, niezależnych od wypaczeń i interpretacji wprowadzanych przez różne stronnictwa religijne lub polityczne - bo tacy nie byli w jego kregu; potrzebował raczej "materiału" na uczniów, materiału który sam ukształtuje w trakcie wędrówek i zdarzeń jakie następowały w okresie jego wędrówek po Galilei, Samarii i Judei oraz poprzez nauczanie. Szukał ludzi uczciwych, szczerych, prostych, wolnych od "wypaczeń" czyli „kwasu” faryzeuszy i saduceuszy; ludzi żarliwych, uczuciowych, który mogli wyjść poza skostniałe prawidła Prawa Mojżeszowego, ale jednocześnie szukał prawdziwych izraelitów, dlatego wielu z nich wywodziło się z absolutnych peryferii Izraela, z Betsaidy za Jordanem, graniczącej już z ziemiami pogańskimi, oraz z miejscowości nad brzegami jeziora Genezaret, jak Kafarnaum, Tyberiada itd.
Jezus kierując się swoją wiedzą, a przecież wiemy że wystarczyło mu spojrzenie lub nawet myśl, by wiedzieć wszystko o człowieku, powołując ich nie szukał ludzi doskonałych a raczej "materiału" podatnego na ukształtowanie; wiedział że nie ma ludzi takich jacy byli mu potrzebni i że musi ich sam dopiero stworzyć, ukształtować, wyuczyć jako swoich naśladowców, dlatego nie zwracał uwagi na wykształcenie, wiedzę, inteligencję a raczej na szczerość, uczuciowość, uczciwość, wiarę - ale nie skażoną "kwasem" faryzeuszy, co wyraził głośno np. widząc przyprowadzonego przez Filipa - Natanaela z Kany.
W naszej dzisiejszej ocenie zdolności intelektualnych uczniów, widzianej poprzez pryzmat opowieści ewangelicznej popełniamy zasadnicze błędy, np. nie uwzględniając tego, że my dziś wiemy już to wszystko co dla tych uczniów było całkowicie obce i zakryte, dlatego szokuje nas - jak np. mnie od początku mojego kontaktu z Ewangelią - jak mogli oni nie rozumieć słów Nauczyciela, jak mogli zadawać tak kompromitujące pytania świadczące o słabej zdolności do uczenia się, zapamiętywania, o niezrozumieniu Jezusa pomimo ponawiania przez niego pewnych informacji wielokrotnie. A przecież Jezus traktował tych wybranych szczególnie, mówiąc im że to im a nie "tłumowi" jest dane poznać i zrozumieć sprawy Królestwa Bożego, dlatego mówił do nich często wprost, bez "przypowieści".
Czytamy dziś słowa Jezusa z Ewangelii i są one dla nas oczywiste, więc zachodzimy w głowę - jak ktokolwiek mógł - jak niektórzy Uczniowie - tak "uparcie" trwać w niezrozumieniu, niewiedzy, być tak odpornym na zrozumienie czegoś, co nam dziś wydaje się oczywiste.
Uczniowie byli jednak różni, wykazywali też różną aktywność, o niektórych więc prawie nie słyszymy w Ewangelii; Jan w swoim przekazie o niektórych z nich w ogóle nie wspomniał. Jednak szokujące jest, że ta niewiedza i niezrozumienie trwa u uczniów dosłownie aż do końca, do chwili wyjścia do ogrodu za potokiem Cedron i pojmania Jezusa przez sługi i straż świątynną, służących arcykapłanów; tę zbrojną zgraję stowarzyszoną z oddziałem okupantów rzymskich a prowadzonych przez Ucznia - zdrajcę, Judasza z Kariot. Aż do ostatniej chwili padają ze strony uczniów pytania dowodzące niezrozumienia, niewiedzy o tym wszystkim co Jezus mówił dotychczas, jak z ust np. Filipa czy Tomasza. Jezus już w zasadzie zignorował te pytania, nie odpowiadając na nie, by nie wprowadzać w owej chwili zamętu.
Tu trzeba wspomnieć o niesamowitej, niesłychanej cierpliwości i wyrozumiałości Jezusa co do uczniów, tych wybranych i powołanych.
Owszem; zgromił dwa razy Kefasa, raz nazywając go wprost "szatanem", Jana i Jakuba - gdy chcieli spowodować spalenie osady samarytańskiej której mieszkańcy nie chcieli ugościć Jezusa i słuchać go, także Kleopasa z innym uczniem na drodze do Emaus ("O wy głupcy...!"), ale generalnie był niezwykle łagodny, wyrozumiały, wybaczający, rzeczowy; błąd uczniów czy ich pytania zdradzające kompletne niezrozumienie - były dla Jezusa pretekstem do pouczenia, wyjaśnienia czegoś, przekazania nowych treści a nie do złości.
Jednak Jezus musiał sobie zdawać sprawę, że jego uczniowie w ostatnim dniu przed Jego odejściem nie są jeszcze przygotowani do jego nieobecności. Byli bardzo zasmuceni tym co widzieli i słyszeli, mimo że widzieli i słyszeli słowa Jezusa nie pierwszy raz. Jezus mówił: mam wam jeszcze wiele do przekazania, ale widzę, że teraz znieść tego nie zdołacie. Jednocześnie nie widać u Jezusa nawet śladu niepokoju, prawdopodobnie pełen sukces miało tu zapewnić dopiero zesłanie na nich Ducha Świętego - Pocieszyciela i Ducha Prawdy.
Jezus wiedział, że przygotował uczniów w sposób wystarczający do dalszej działalności już bez niego a elementem przesądzającym miała być i była wielka przemiana jaką wywołało "wylanie" na nich Ducha Świętego, zesłanie im wyłonionego z Boga Ducha Prawdy, Pocieszyciela który powtórzy im i wyjaśni wszystkie słowa Jezusa raz jeszcze.
Jeszcze jako uczeń liceum czytając Ewangelię, jakąś konkretną zrozumiałą wypowiedź Jezusa - nie mogłem się nadziwić, że często owi uczniowie ewidentnie jej nie rozumieli. Bardzo się to kłóciło i kontrastowało z oczywistym przekonaniem, że Jezus nie mógł się przecież mylić, gdyż wiedział wszystko o każdym człowieku, znał ich wszystkich doskonale zanim ich wybrał, powołał.
Jezus nie szukał przecież "gotowych" światłych ludzi, niezależnych od wypaczeń i interpretacji wprowadzanych przez różne stronnictwa religijne lub polityczne - bo tacy nie byli w jego kregu; potrzebował raczej "materiału" na uczniów, materiału który sam ukształtuje w trakcie wędrówek i zdarzeń jakie następowały w okresie jego wędrówek po Galilei, Samarii i Judei oraz poprzez nauczanie. Szukał ludzi uczciwych, szczerych, prostych, wolnych od "wypaczeń" czyli „kwasu” faryzeuszy i saduceuszy; ludzi żarliwych, uczuciowych, który mogli wyjść poza skostniałe prawidła Prawa Mojżeszowego, ale jednocześnie szukał prawdziwych izraelitów, dlatego wielu z nich wywodziło się z absolutnych peryferii Izraela, z Betsaidy za Jordanem, graniczącej już z ziemiami pogańskimi, oraz z miejscowości nad brzegami jeziora Genezaret, jak Kafarnaum, Tyberiada itd.
Jezus kierując się swoją wiedzą, a przecież wiemy że wystarczyło mu spojrzenie lub nawet myśl, by wiedzieć wszystko o człowieku, powołując ich nie szukał ludzi doskonałych a raczej "materiału" podatnego na ukształtowanie; wiedział że nie ma ludzi takich jacy byli mu potrzebni i że musi ich sam dopiero stworzyć, ukształtować, wyuczyć jako swoich naśladowców, dlatego nie zwracał uwagi na wykształcenie, wiedzę, inteligencję a raczej na szczerość, uczuciowość, uczciwość, wiarę - ale nie skażoną "kwasem" faryzeuszy, co wyraził głośno np. widząc przyprowadzonego przez Filipa - Natanaela z Kany.
W naszej dzisiejszej ocenie zdolności intelektualnych uczniów, widzianej poprzez pryzmat opowieści ewangelicznej popełniamy zasadnicze błędy, np. nie uwzględniając tego, że my dziś wiemy już to wszystko co dla tych uczniów było całkowicie obce i zakryte, dlatego szokuje nas - jak np. mnie od początku mojego kontaktu z Ewangelią - jak mogli oni nie rozumieć słów Nauczyciela, jak mogli zadawać tak kompromitujące pytania świadczące o słabej zdolności do uczenia się, zapamiętywania, o niezrozumieniu Jezusa pomimo ponawiania przez niego pewnych informacji wielokrotnie. A przecież Jezus traktował tych wybranych szczególnie, mówiąc im że to im a nie "tłumowi" jest dane poznać i zrozumieć sprawy Królestwa Bożego, dlatego mówił do nich często wprost, bez "przypowieści".
Czytamy dziś słowa Jezusa z Ewangelii i są one dla nas oczywiste, więc zachodzimy w głowę - jak ktokolwiek mógł - jak niektórzy Uczniowie - tak "uparcie" trwać w niezrozumieniu, niewiedzy, być tak odpornym na zrozumienie czegoś, co nam dziś wydaje się oczywiste.
Uczniowie byli jednak różni, wykazywali też różną aktywność, o niektórych więc prawie nie słyszymy w Ewangelii; Jan w swoim przekazie o niektórych z nich w ogóle nie wspomniał. Jednak szokujące jest, że ta niewiedza i niezrozumienie trwa u uczniów dosłownie aż do końca, do chwili wyjścia do ogrodu za potokiem Cedron i pojmania Jezusa przez sługi i straż świątynną, służących arcykapłanów; tę zbrojną zgraję stowarzyszoną z oddziałem okupantów rzymskich a prowadzonych przez Ucznia - zdrajcę, Judasza z Kariot. Aż do ostatniej chwili padają ze strony uczniów pytania dowodzące niezrozumienia, niewiedzy o tym wszystkim co Jezus mówił dotychczas, jak z ust np. Filipa czy Tomasza. Jezus już w zasadzie zignorował te pytania, nie odpowiadając na nie, by nie wprowadzać w owej chwili zamętu.
Tu trzeba wspomnieć o niesamowitej, niesłychanej cierpliwości i wyrozumiałości Jezusa co do uczniów, tych wybranych i powołanych.
Owszem; zgromił dwa razy Kefasa, raz nazywając go wprost "szatanem", Jana i Jakuba - gdy chcieli spowodować spalenie osady samarytańskiej której mieszkańcy nie chcieli ugościć Jezusa i słuchać go, także Kleopasa z innym uczniem na drodze do Emaus ("O wy głupcy...!"), ale generalnie był niezwykle łagodny, wyrozumiały, wybaczający, rzeczowy; błąd uczniów czy ich pytania zdradzające kompletne niezrozumienie - były dla Jezusa pretekstem do pouczenia, wyjaśnienia czegoś, przekazania nowych treści a nie do złości.
Jednak Jezus musiał sobie zdawać sprawę, że jego uczniowie w ostatnim dniu przed Jego odejściem nie są jeszcze przygotowani do jego nieobecności. Byli bardzo zasmuceni tym co widzieli i słyszeli, mimo że widzieli i słyszeli słowa Jezusa nie pierwszy raz. Jezus mówił: mam wam jeszcze wiele do przekazania, ale widzę, że teraz znieść tego nie zdołacie. Jednocześnie nie widać u Jezusa nawet śladu niepokoju, prawdopodobnie pełen sukces miało tu zapewnić dopiero zesłanie na nich Ducha Świętego - Pocieszyciela i Ducha Prawdy.
Jezus wiedział, że przygotował uczniów w sposób wystarczający do dalszej działalności już bez niego a elementem przesądzającym miała być i była wielka przemiana jaką wywołało "wylanie" na nich Ducha Świętego, zesłanie im wyłonionego z Boga Ducha Prawdy, Pocieszyciela który powtórzy im i wyjaśni wszystkie słowa Jezusa raz jeszcze.

Komentarze
Prześlij komentarz