Jezusowa przypowieść o robotnikach w winnicy.
W Ewangelii Mateusza jest pewna przypowieść Jezusa, zwana przypowieścią o robotnikach w winnicy.
Jezus zmierzał już do Jerozolimy, gdzie wkrótce miało dopełnić się jego zadanie powierzone mu przez Ojca. Było to już po słynnej „Rozmowie z młodzieńcem” której świadkami byli jego uczniowie; rozmowie z bardzo zamożnym młodzieńcem, który pytał Jezusa jak powinien postępować, by zasłużyć na życie wieczne, ale po tym co usłyszał od Nauczyciela – odszedł zawiedziony i bardzo smutny, z powodu swojego wielkiego przywiązania do posiadanego majątku. Jezus wykorzystał tę sytuację do tego, by dobitnie wyjaśnić swoim wybranym uczniom tę kwestię; różnice między bogactwem na w tym ziemskim życiu a bogactwem w życiu wiecznym, w Królestwie. Wyjaśniał im, że niczego nie utracili pozostawiając swoje domy, rodziny, mienie po to by podążyć za Jezusem na Jego wezwanie, gdyż za to otrzymają dużo więcej w przyszłości.
Obawiać się można niestety, że wówczas jeszcze uczniowie rozumieli to prawdopodobnie w zupełnie inny sposób niż Jezus; w sposób dosłowny i całkowicie materialny. Świadczy o tym wiele faktów i zdarzeń, wiele wypowiedzi uczniów i ich zachowanie.
Problem w tym, że prawdopodobnie uważali Jezusa za króla, który przyszedł przede wszystkim po to by obalić władzę Rzymu, wypędzić okupantów stając na czele powstania żydowskiego z bronią w ręku, obalić też znienawidzonego za okrucieństwo i kolaborację króla Heroda, i wówczas objąć panowanie nad Izraelem, panowanie typowo ludzkie.
Myśleli tak, bo takie było powszechne oczekiwanie ludu, niemiłosiernie uciskanego przez okupanta, głównie poprzez rzymskie podatki i surowe kary.
Tak właśnie ludzie wyobrażali sobie przyjście oczekiwanego od wieków Mesjasza, jako potężnego i niezwyciężonego ziemskiego władcy, wyzwoliciela. Wynikało to też z niezrozumienia lub fałszywego tłumaczenia pism prorockich, zapowiedzi Królestwa Bożego.
Było jednak też niezrozumienie na poziomie czysto ludzkim, nie narodowym, politycznym lub religijnym. Gdy pojawił się ktoś dokonujący czynów niewytłumaczalnych, niespotykanych nigdy wcześniej, jak przywrócenie wzroku człowiekowi niewidomemu od urodzenia, przywracanie życia zmarłym, jak młodzieńcowi z Nain czy córce Jaira, uznano go za oczekiwanego króla, władcę Izraela, a więc służba dla niego była szansą na stanie się kimś ważnym i bogatym w przyszłości, gdy dojdzie do wynagradzania poprzez rozdzielanie zaszczytów.
Tak zapewne musieli myśleć Jakub i Jan, nastawieni w ten sposób przez ich matkę, która prawdopodobnie mogła być na dodatek krewną Marii, matki Jezusa. Prawdopodobnie uczniowie oczekiwali konkretnych nagród za kilkuletnią służbę Jezusowi, za pozostawienie wszystkiego co posiadali i całkowite oddanie swojego czasu tej służbie i to nagród zupełnie materialnych, oraz „tu i teraz”, a nie w jakiejś nieokreślonej przyszłości i mgliście wyobrażanym „królestwie niebieskim”.
To zrozumiałe, że kto wiernie służy władcy, ten doczeka wynagrodzenia; uznania, zaszczytów i bogactwa.
Może dlatego niektórzy uczniowie, widząc Jezusa aresztowanego, bezbronnego, umierającego na krzyżu – po prostu uciekli, w większości wrócili do swoich domów i zajęć. To dlatego Jan i Jakub prosili Jezusa o zaszczytne miejsca w Królestwie, jakby chcąc uprzedzić innych i zagwarantować sobie ten przywilej poprzez obietnicę Jezusa już teraz. Dlatego wykłócali się między sobą, kto z nich jest największy i najważniejszy.
Nie bez znaczenia było także religijne przekonanie Żydów a więc i uczniów o tym, że skoro są „narodem wybranym” przez Boga, co opisują „pisma” czyli księgi – to już z racji tego mają zagwarantowany bezwarunkowy wstęp do Królestwa Niebieskiego i wejdą tam jako pierwsi przed wszelkimi innymi narodami, bez żadnych warunków obowiązujących inne narody.
Jezus bezustannie reagował na to, tłumacząc, pouczając, wyjaśniając im to wprost oraz w przypowieściach, kategorycznie zaprzeczając tym przekonaniom. Do ostatniej chwili - jaką było jego pojmanie w Ogrodzie Getsemane na Górze Oliwnej, Jezus tłumaczył uczniom na czym polega prawdziwa wielkość, jaka jest wartość służenia wszystkim, nawet sam się poniżył przed nimi - obmywając wszystkim nogi, dając im naoczny dosłowny przykład jak maja postępować.
Otóż właśnie wspomniana na wstępie przypowieść o robotnikach w winnicy także temu służyła, miała taki sam cel.
Przypomnijmy ten fragment Ewangelii.
(...)Królestwo Niebios podobne jest bowiem do pewnego człowieka, gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem wynająć robotników do swojej winnicy. Uzgodnił z robotnikami po denarze za dzień i posłał ich do swojej winnicy. Następnie wyszedł około godziny trzeciej i zobaczył innych, stojących bezczynnie na rynku. Powiedział więc do nich: Idźcie i wy do winnicy, a ja dam wam, co słuszne. Ci zaś poszli. Potem znów wyszedł około szóstej i dziewiątej godziny i uczynił tak samo. A gdy wyszedł około jedenastej i zastał innych stojących, zapytał ich: Dlaczego tutaj cały dzień bezczynnie stoicie. Odpowiedzieli: Nikt nas nie wynajął. On na to: Idźcie i wy do winnicy. Z nastaniem wieczoru pan winnicy polecił swojemu zarządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, zaczynając od ostatnich aż do pierwszych. Podeszli zatem [wynajęci] o godzinie jedenastej i otrzymali po denarze. A gdy podeszli pierwsi, sądzili, że wezmą więcej, ale i oni otrzymali po denarze. Po otrzymaniu zaczęli szemrać przeciwko panu domu i mówić: Ci ostatni pracowali jedną godzinę, a potraktowałeś ich na równi z nami, którzy znieśliśmy ciężar dnia i upał. On zaś odpowiedział jednemu z nich: Kolego, nie krzywdzę cię. Czy nie zgodziłeś się ze mną na denara? Bierz co twoje i idź! Chcę bowiem temu ostatniemu dać, jak i tobie. Czy nie wolno mi z tym, co moje, czynić tego, co chcę? Albo czy twoje oko jest złe dlatego, że ja jestem dobry? Tak właśnie ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
W tym przykładzie Jezusa zawarta jest taka sentencja: fakt wcześniejszego powołania do służby (pracy) wcale nie oznacza większego wynagrodzenia, bo zasady w Królestwie Niebieskim nie podlegają ludzkiemu rozumieniu sprawiedliwości a opierają się na sprawiedliwości i dobroci bożej. Wynagrodzenie jest jedno, takie samo dla wszystkich, a jedynie sposób zapracowania na nie bywa różny, zależny od woli bożej. Dlatego też powołanie ich do służby Bogu jako pierwszych, przed wiekami, absolutnie nie daje im prawa do większych przywilejów czy wynagrodzenia, niż poganom którzy uwierzą i staną się chrześcijanami jako ostatni, tuż przed nastaniem Królestwa Bożego.
Ostrzegał wielu Żydów, że źle postępują sprzeciwiając się bożym poleceniom, także i tym które on, Jezus, Syn Bozy przekazał od Ojca, i że przez to "wszetecznice a nawet celnicy" wyprzedzają ich w drodze do Królestwa Niebieskiego, bo tu liczy się realna postawa, szczera i prawdziwa wiara, posłuszeństwo, miłosierdzie a nie pochodzenie czy ludzka samoocena.
Jezus zmierzał już do Jerozolimy, gdzie wkrótce miało dopełnić się jego zadanie powierzone mu przez Ojca. Było to już po słynnej „Rozmowie z młodzieńcem” której świadkami byli jego uczniowie; rozmowie z bardzo zamożnym młodzieńcem, który pytał Jezusa jak powinien postępować, by zasłużyć na życie wieczne, ale po tym co usłyszał od Nauczyciela – odszedł zawiedziony i bardzo smutny, z powodu swojego wielkiego przywiązania do posiadanego majątku. Jezus wykorzystał tę sytuację do tego, by dobitnie wyjaśnić swoim wybranym uczniom tę kwestię; różnice między bogactwem na w tym ziemskim życiu a bogactwem w życiu wiecznym, w Królestwie. Wyjaśniał im, że niczego nie utracili pozostawiając swoje domy, rodziny, mienie po to by podążyć za Jezusem na Jego wezwanie, gdyż za to otrzymają dużo więcej w przyszłości.
Obawiać się można niestety, że wówczas jeszcze uczniowie rozumieli to prawdopodobnie w zupełnie inny sposób niż Jezus; w sposób dosłowny i całkowicie materialny. Świadczy o tym wiele faktów i zdarzeń, wiele wypowiedzi uczniów i ich zachowanie.
Problem w tym, że prawdopodobnie uważali Jezusa za króla, który przyszedł przede wszystkim po to by obalić władzę Rzymu, wypędzić okupantów stając na czele powstania żydowskiego z bronią w ręku, obalić też znienawidzonego za okrucieństwo i kolaborację króla Heroda, i wówczas objąć panowanie nad Izraelem, panowanie typowo ludzkie.
Myśleli tak, bo takie było powszechne oczekiwanie ludu, niemiłosiernie uciskanego przez okupanta, głównie poprzez rzymskie podatki i surowe kary.
Tak właśnie ludzie wyobrażali sobie przyjście oczekiwanego od wieków Mesjasza, jako potężnego i niezwyciężonego ziemskiego władcy, wyzwoliciela. Wynikało to też z niezrozumienia lub fałszywego tłumaczenia pism prorockich, zapowiedzi Królestwa Bożego.
Było jednak też niezrozumienie na poziomie czysto ludzkim, nie narodowym, politycznym lub religijnym. Gdy pojawił się ktoś dokonujący czynów niewytłumaczalnych, niespotykanych nigdy wcześniej, jak przywrócenie wzroku człowiekowi niewidomemu od urodzenia, przywracanie życia zmarłym, jak młodzieńcowi z Nain czy córce Jaira, uznano go za oczekiwanego króla, władcę Izraela, a więc służba dla niego była szansą na stanie się kimś ważnym i bogatym w przyszłości, gdy dojdzie do wynagradzania poprzez rozdzielanie zaszczytów.
Tak zapewne musieli myśleć Jakub i Jan, nastawieni w ten sposób przez ich matkę, która prawdopodobnie mogła być na dodatek krewną Marii, matki Jezusa. Prawdopodobnie uczniowie oczekiwali konkretnych nagród za kilkuletnią służbę Jezusowi, za pozostawienie wszystkiego co posiadali i całkowite oddanie swojego czasu tej służbie i to nagród zupełnie materialnych, oraz „tu i teraz”, a nie w jakiejś nieokreślonej przyszłości i mgliście wyobrażanym „królestwie niebieskim”.
To zrozumiałe, że kto wiernie służy władcy, ten doczeka wynagrodzenia; uznania, zaszczytów i bogactwa.
Może dlatego niektórzy uczniowie, widząc Jezusa aresztowanego, bezbronnego, umierającego na krzyżu – po prostu uciekli, w większości wrócili do swoich domów i zajęć. To dlatego Jan i Jakub prosili Jezusa o zaszczytne miejsca w Królestwie, jakby chcąc uprzedzić innych i zagwarantować sobie ten przywilej poprzez obietnicę Jezusa już teraz. Dlatego wykłócali się między sobą, kto z nich jest największy i najważniejszy.
Nie bez znaczenia było także religijne przekonanie Żydów a więc i uczniów o tym, że skoro są „narodem wybranym” przez Boga, co opisują „pisma” czyli księgi – to już z racji tego mają zagwarantowany bezwarunkowy wstęp do Królestwa Niebieskiego i wejdą tam jako pierwsi przed wszelkimi innymi narodami, bez żadnych warunków obowiązujących inne narody.
Jezus bezustannie reagował na to, tłumacząc, pouczając, wyjaśniając im to wprost oraz w przypowieściach, kategorycznie zaprzeczając tym przekonaniom. Do ostatniej chwili - jaką było jego pojmanie w Ogrodzie Getsemane na Górze Oliwnej, Jezus tłumaczył uczniom na czym polega prawdziwa wielkość, jaka jest wartość służenia wszystkim, nawet sam się poniżył przed nimi - obmywając wszystkim nogi, dając im naoczny dosłowny przykład jak maja postępować.
Otóż właśnie wspomniana na wstępie przypowieść o robotnikach w winnicy także temu służyła, miała taki sam cel.
Przypomnijmy ten fragment Ewangelii.
(...)Królestwo Niebios podobne jest bowiem do pewnego człowieka, gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem wynająć robotników do swojej winnicy. Uzgodnił z robotnikami po denarze za dzień i posłał ich do swojej winnicy. Następnie wyszedł około godziny trzeciej i zobaczył innych, stojących bezczynnie na rynku. Powiedział więc do nich: Idźcie i wy do winnicy, a ja dam wam, co słuszne. Ci zaś poszli. Potem znów wyszedł około szóstej i dziewiątej godziny i uczynił tak samo. A gdy wyszedł około jedenastej i zastał innych stojących, zapytał ich: Dlaczego tutaj cały dzień bezczynnie stoicie. Odpowiedzieli: Nikt nas nie wynajął. On na to: Idźcie i wy do winnicy. Z nastaniem wieczoru pan winnicy polecił swojemu zarządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, zaczynając od ostatnich aż do pierwszych. Podeszli zatem [wynajęci] o godzinie jedenastej i otrzymali po denarze. A gdy podeszli pierwsi, sądzili, że wezmą więcej, ale i oni otrzymali po denarze. Po otrzymaniu zaczęli szemrać przeciwko panu domu i mówić: Ci ostatni pracowali jedną godzinę, a potraktowałeś ich na równi z nami, którzy znieśliśmy ciężar dnia i upał. On zaś odpowiedział jednemu z nich: Kolego, nie krzywdzę cię. Czy nie zgodziłeś się ze mną na denara? Bierz co twoje i idź! Chcę bowiem temu ostatniemu dać, jak i tobie. Czy nie wolno mi z tym, co moje, czynić tego, co chcę? Albo czy twoje oko jest złe dlatego, że ja jestem dobry? Tak właśnie ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
W tym przykładzie Jezusa zawarta jest taka sentencja: fakt wcześniejszego powołania do służby (pracy) wcale nie oznacza większego wynagrodzenia, bo zasady w Królestwie Niebieskim nie podlegają ludzkiemu rozumieniu sprawiedliwości a opierają się na sprawiedliwości i dobroci bożej. Wynagrodzenie jest jedno, takie samo dla wszystkich, a jedynie sposób zapracowania na nie bywa różny, zależny od woli bożej. Dlatego też powołanie ich do służby Bogu jako pierwszych, przed wiekami, absolutnie nie daje im prawa do większych przywilejów czy wynagrodzenia, niż poganom którzy uwierzą i staną się chrześcijanami jako ostatni, tuż przed nastaniem Królestwa Bożego.
Ostrzegał wielu Żydów, że źle postępują sprzeciwiając się bożym poleceniom, także i tym które on, Jezus, Syn Bozy przekazał od Ojca, i że przez to "wszetecznice a nawet celnicy" wyprzedzają ich w drodze do Królestwa Niebieskiego, bo tu liczy się realna postawa, szczera i prawdziwa wiara, posłuszeństwo, miłosierdzie a nie pochodzenie czy ludzka samoocena.

Komentarze
Prześlij komentarz