Wiersz Cypriana Kamila Norwida „Dziecko i krzyż”.
![]() |
| Cyprian Kamil Norwid |
Dziecko i krzyż
– Ojcze mój! Twa łódź
wprost na most płynie –
Maszt uderzy!... wróć...
Lub wszystko zginie.
Patrz! Jaki tam krzyż.
Krzyż niebezpieczny...
Maszt się niesie wzwyż.
Most mu poprzeczny –
– Synku! Trwogi zbądź!
To znak zbawienia;
Płyńmy! Bądź co bądź –
Patrz jak się zmienia...
Oto – wszerz i wzwyż
Wszystko to samo.
– Gdzie podział się krzyż?
– Stał się nam bramą.
Cyprian Kamil Norwid; 1866
Przeglądając rocznicowy album Bohdana Urbankowskiego o życiu i twórczości Norwida, wydany przez wydawnictwo Biały Kruk w 2021 roku na 200 rocznicę urodzin Sztuk-Mistrza (to już trzecie wydanie), niespodziewanie dla siebie znalazłem wiersz, którego dotąd nie znałem, a który mnie olśnił swoim pięknem, genialnością i religijnością. Dlatego chcę go tutaj zacytować, jako związany wprost z Jezusem i jego misją poleconą mu przez Ojca.
Norwid był człowiekiem głęboko i świadomie religijnym, przy tym filozofem, myślicielem mającym swoją oryginalną wizję świata, kultury, sztuki, niczym dawni filozofowie antyczni. Niestety urodził się w tak zwanych "ciekawych czasach"; dobrze, że choć część jego twórczości udało się ocalić od wiele lat trwającego zapomnienia, wynikającego po prostu z niezrozumienia, ze specyfiki tamtej chwili historycznej, przełomu pewnych epok, który powodował, że Norwid nie mógł już utożsamiać się z żadną z nich, a więc dla nikogo też już nie był "swój". Arystokracja, do której należał — miała go za obcego, bo "upadłego" w sensie materialnym a nowa artystyczna bohema, często socjalizująca i odrzucająca przeszłość — za obcego ideologicznie, kulturowo, bo zbyt arystokratycznego, przez jego nienaganne maniery zwanego na salonach "Anglikiem" lub "Książątkiem".
Zmarł samotnie w domu opiekuńczym św. Kazimierza, przytułku prowadzonym przez zakonnice dla polskich emigrantów w Ivry, na głębokich przedmieściach Paryża. Jego trumna była też dwukrotnie przenoszona do grobów zbiorowych emigrantów polskich w Montmorency.
Dopiero w 2001 roku urna z jego prochami została umieszczona w Krypcie Wieszczów na Wawelu, obok epitafiów Mickiewicza, Słowackiego i Chopina, wcześniej poświęcona na specjalnej Mszy w kaplicy papieskiej w Watykanie przez Papieża Jana Pawła II, który był wielkim miłośnikiem poezji Norwida i znał na pamięć wiele jego wierszy.
Norwid był człowiekiem głęboko i świadomie religijnym, przy tym filozofem, myślicielem mającym swoją oryginalną wizję świata, kultury, sztuki, niczym dawni filozofowie antyczni. Niestety urodził się w tak zwanych "ciekawych czasach"; dobrze, że choć część jego twórczości udało się ocalić od wiele lat trwającego zapomnienia, wynikającego po prostu z niezrozumienia, ze specyfiki tamtej chwili historycznej, przełomu pewnych epok, który powodował, że Norwid nie mógł już utożsamiać się z żadną z nich, a więc dla nikogo też już nie był "swój". Arystokracja, do której należał — miała go za obcego, bo "upadłego" w sensie materialnym a nowa artystyczna bohema, często socjalizująca i odrzucająca przeszłość — za obcego ideologicznie, kulturowo, bo zbyt arystokratycznego, przez jego nienaganne maniery zwanego na salonach "Anglikiem" lub "Książątkiem".
Zmarł samotnie w domu opiekuńczym św. Kazimierza, przytułku prowadzonym przez zakonnice dla polskich emigrantów w Ivry, na głębokich przedmieściach Paryża. Jego trumna była też dwukrotnie przenoszona do grobów zbiorowych emigrantów polskich w Montmorency.
Dopiero w 2001 roku urna z jego prochami została umieszczona w Krypcie Wieszczów na Wawelu, obok epitafiów Mickiewicza, Słowackiego i Chopina, wcześniej poświęcona na specjalnej Mszy w kaplicy papieskiej w Watykanie przez Papieża Jana Pawła II, który był wielkim miłośnikiem poezji Norwida i znał na pamięć wiele jego wierszy.

Komentarze
Prześlij komentarz