Ostatnia szansa
Kiedy już dojdą kresu dnie a noc się mrokiem wiecznym stanie, i lęk – jak chmur pożaru łuna zaleje niebo ogniem krwistym, Słońce – jak czarny wór bezdenny pochłonie trzecią Ziemi część. I – jaki śmiertelna rana – Księżyc krwi swej palące rzuci krople, by obmyć brudu ślad z błękitu. Tętentem Czworga - strach dojrzeje. W okrąg się złączy dziejów bieg... Wówczas powrócą tu – kamieniem Me prośby ciche, niespełnione, z żalu nieutulonego – gorzkie. Modlitwy moje, te niegodne by ich wysłuchał Pan Najwyższy, ciężkie rozpaczą beznadziejną spadną na ziemię morzem łez. I szansą by u kresu chwili, W świata ostatnim życia mgnieniu Ci – co nie widzą – zobaczyli! By zrozumieli ci – co winni! Paweł Antoni Baranowski Fot. Paweł Antoni Baranowski